A gdyby tak… bohater filmowy przedostał się do świata realnego? To skryte marzenie niejednego kinomana zrealizowane zostało za sprawą pewnej urokliwej komedii w reżyserii Woody’ego Allena.

Mowa oczywiście o „Purpurowej róży z Kairu”, której osadzona w latach 30. XX wieku akcja, idealnie wpisuje się w nostalgiczny nurt charakterystyczny dla twórczości reżysera w tamtym okresie. Co ciekawe, Allen powraca do niego w swoich najnowszych produkcjach – począwszy od „O północy w Paryżu” z 2011 roku, a skończywszy na jego najnowszym dziele, „Na karuzeli życia”, które od 1 grudnia możemy oglądać na ekranach polskich kin. Jednak w przeciwieństwie do najnowszych dokonań reżysera, w „Purpurowej róży z Kairu” klimat świata, który bezpowrotnie zniknął, jest nie tylko stylową scenerią, a kluczowym elementem fabuły.

Przełamać rutynę

Cecilia (Mia Farrow) właśnie straciła pracę. Jest zwykłą kurą domową, która od szarej rzeczywistości i problemów dnia codziennego (w tym męża łajdaka) ucieka w świat ruchomego obrazu. I kiedy po raz trzeci tego samego dnia ogląda ulubiony film — nagle jego przystojny bohater (Jeff Daniels) zmienia swoją stałą kwestię i zwraca się wprost do niej: „Mój Boże, naprawdę musisz kochać ten film.” Po tych słowach, jak gdyby nigdy nic, postać schodzi z ekranu. Oczywiście po to, żeby porozmawiać z Cecilią. Wywołuje tym protest bohaterów filmu i ogromne poruszenie na kinowej sali – z utratą przytomności włącznie. Następnie z okrzykiem „Jestem wolny!” na ustach wybiega z kina, porywając kobietę ze sobą. Para zakochuje się w sobie, a twórcy próbują za wszelką cenę nakłonić postać do powrotu na ekran. Bezskutecznie. Nasz bohater woli żyć zwykłym, ludzkim życiem. W przeciwieństwie do Cecilii, która niczego tak nie pragnie jak tego, aby choć przez chwilę żyć złudzeniem, jakie daje kino. Pięknie podsumowuje to w stwierdzeniu „Właśnie poznałam wspaniałego mężczyznę. Nie jest prawdziwy, ale nie można mieć w życiu wszystkiego.”

Z miłości do kina

„Purpurowa róża z Kairu” to piękny, nostalgiczny list miłosny do kina i (jak potwierdził sam Woody Allen): „hołd dla kina, które dostarcza ułudy widzom, zawiedzionym przez życie”. Reżyser z charakterystycznym dla siebie humorem wydobywa niezwykłą magię ekranu i jego moc oddziaływania na rzeczywistość, zadając jednocześnie całkiem serio pytanie o to, gdzie jest granica iluzji, a także – czy realizm jest nam w ogóle jeszcze potrzebny. Jest to więc nie tylko obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika sztuki filmowej, lecz dla każdego, kto choć czasem chciałby choć przez chwilę przenieść się do innego świata.

Retro sceneria i Woody Allen w postaci „Purpurowej róży z Kairu” wydają się połączeniem idealnym. Jednak choć urokliwa tęsknota za minionymi czasami wyraźna w najnowszych filmach reżysera jest wprawdzie przyjemna i przywołuje miłe skojarzenia produkcji z lat 80 i 90, dzisiaj już czegoś brakuje. Magii ruchomego obrazu, która pozwala wychodzić poza granice ekranu. Dosłownie i w przenośni.

Ale kto powiedział, że wychodzenie POZA GRANICE EKRANU zarezerwowane jest tylko dla filmowych bohaterów? Można to robić na wiele innych sposobów – na przykład organizując darmowe projekcje połączone ze spotkaniami z twórcami i znawcami kina. A to wszystko oczywiście znajdziecie w Prawie Kinie!

Julia Kasprzak

Category : NZS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × 2 =