Stojąc przed dziełami takimi jak Wóz z sianem czy Ogród rozkoszy ziemskich, można dojść do wniosku, że kontrast powinno się mierzyć w jednostkach zwanych boschami. Trudno bowiem znaleźć twórcę, który potrafiłby tak ostro zestawić piękno i szpetotę na jednym kawałku deski.

Hieronim Anthoniszoon van Aken zwany Boschem (od ostatnich pięciu liter nazwy swego rodzinnego miasta: ’s-Hertogenbosch) zmarł pięćset lat temu. Został pochowany dziewiątego sierpnia 1516 roku. Trafniej byłoby chyba powiedzieć, że do grobu złożono ciało malarza- jego dorobek i styl trwają dalej, nawiedzając coraz to nowe teksty kultury.

O życiu tego niderlandzkiego twórcy wiadomo niewiele, choć sławą mógł się cieszyć jeszcze na tym świecie. Do jego zleceniodawców należał przecież sam Filip I Piękny, syn cesarza Maksymiliana. Boscha darzyło uznaniem zamożnych niderlandzkich rodzin, był wliczany w poczet śmietanki towarzyskiej swojego miasta. Dzięki przynależności do elitarnego Bractwa Najświętszej Marii Panny, mógł on wyposażyć miejscową katedrę św. Jana w kilka malowideł i ołtarzy. Jego popularność jest interesująca, zważywszy na specyficzną symbolikę i charakterystyczne, często przerażające motywy, takie jak ptako- lub płazokształtne monstra, pojawiające się w jego dziełach.

,,Inność” malarstwa Boscha tłumaczy się faktem, że w wieku lat trzynastu był świadkiem ogromnego pożaru. W następstwie tego miały mu się śnić potwory, które rysował, żeby okiełznać swój strach przed zmrużeniem powiek. Te przerażające fantazmaty pełnią jednak określoną rolę- niederlandzki mistrz używa ich jako narzędzia dydaktycznego, gdyż w boschowskiej kompozycji najsilniej akcentowny jest ton moralizatorski.

Malarz, który tworzy na zlecenie kleru, musi poruszać się w kręgu symboliki chrześcijańskiej. I to z niej garściami czerpie twórca Ogrodu rozkoszy ziemskich. Lecz klasyczne biblijne moralitety wzbogaca o motywy ludowe, klechdowe czasami nawet- pogańskie. Najwięcej uwagi przyciągają jednak jego monstra. Niekiedy nie są one potworami w klasycznym słowa rozumieniu. Dla Boscha bowiem, stanowią alegorie zła, a pokłady tego pierwiastka obficie występują w ludzkiej duszy. Dlatego też, jego obrazy pełne są ludzi o odrażających obliczach, ludzi budzących wstręt i pogardę, ludzi, których wygięte najpodlejszymu rządzami twarze mają działać ,,ku przestrodze”. Dydaktyczna rola potworów sprowadza się do prostej reakcji estetycznej odbiorcy blog link. Ma to być nagły impuls do pracy nad sobą, celem uniknięcia przerażającego losu.

W boschowskim uniwersum podział na dobro i zło równa się podziałowi na piękno i szpetotę. Niekiedy linia dzieląca jednych od drugich wytyczona jest szczególnie widocznie- jest nią na przykład skrzydło tryptyku. Innym razem zaś trzeba bardziej wytężyć wzrok, by w tłumie odpychających twarzy wyszukać jedną piękną, ludzką, chrystusową, tak jak na obrazie Ecce Homo.

Jego potwory- obojętnie od tego, jaką postać przybierają- mają wyobrażać nieopanowane żądze. Namalowany około roku 1480 obraz pt. Siedem grzechów głównych stał sie dla artysty kompasem, dzięki któremu poruszał się po świecie ludzkich słabości. Szczególną pozycją obdarzył Chciwość. To jej jest poświęcone arcydzieło Wóz z sianem. Ta ilustracja flamandzkiego przysłowia ,,świat jest wielkim wozem siana, każdy zgarnia z niego tyle, ile zdoła” to wielkie igrzyska Chciwości. Przedstawiciele różnych stanów mordują się nawzajem walcząc o skoszoną trawę, symbolizującą nietrwałe dobra doczesne. Górująca nad tą sceną postać Chrystusa jest niezauważana. Zbawiciel bezradnie wskazuje na swoje rany, chcąc przypomnieć walczącej zgrai o prawdziwych wartościach. Ale nikt nie zwraca na Niego uwagi.

Bogactwo treści w obrazach Boscha stało się inspiracją dla wielu późniejszych twórców, m.in. Pietra Bruegla Starszego. Mistrzowi z ’s-Hertogenbosch piosenkę poświęcił też Jacek Kaczmarski. W powtarzanym jak mantra refrenie słyszeć można gorzkie:

A tam gdzieś – mój brat

Na harfie jak Chrystus rozpięty

Dobrze mu tak!

Niech wie, że niełatwo być świętym!

 

Ten wyrywek z utworu Kaczmarskiego, zestawiony z moralizującym stylem Boscha, stać sie może kluczem do zupełnie nowego odczytania twórczości tego drugiego. Polski poeta, opisując rozerwanie więzów międzyludzkich, sygnalizuje początek ery, w której znów modne będzie przedstawianie świata manierą niderlandzkiego malarza.

Klarowny podział świata na piekne dobro i szpetne zło znajduje sens jedynie w sztuce, gdzie alegoria jest w pełni tym, za co ma uchodzić. O wiele trudniej operować nim w debacie publicznej, która- niestety- ze sztuką ma już niewiele wspólnego. Tymczasem, maniera sygnalizowania światu, kto jest wartościowy i godny nagrody, a kto gnuśny i skazany na potępienie, staje się coraz bardziej atrakcyjna, a używający jej ,,twórcy” sięgają po coraz to prostsze barwy. Redukując koloryt, dąży się do stanu, w którym na palecie pozostanie jedynie czerń i biel. Jednakże, płótno, które zawiera tylko te dwie barwy, skazane jest na konflikt z odbiorcą. Jakże sprzeczne emocje budzi bowiem malewiczowski Kwadrat?.. Obraz ten, uznany za pierwsze ,,dzieło nieprzedstawiające” wywołuje poważne spory o sens sztuki współczesnej.

Znów też powraca tak podkreślana przez Boscha Chciwość. Jej poddani po raz kolejny jawić się mają jako maszkarony o odrażających twarzach, wyzutych ze wszelkich głebszych uczuć i myśli. Rzucają się oni na wóz siana, na którym siedzą jego właściciele- szlachetni, wybitni, może nieco odosobnieni, ale nie z winy własnej, a przez niezrozumienie dla ich wysokiej kultury i obycia. Galeonem drabiniastego wozu żeglują cały czas przez może tłuszczy, które niespodziewanie uderzyło w statek żarłocznymi falami. Dlatego też, marynarze wozu rzucają się, by bronić obranego z rozwagą i rozmysłem kursu. Strzegą swojego siana, które jest faktycznie jedyną różnica między nimi, a  tymi na dole. Igrzyska rozpoczynają się. ,,A tam gdzieś- mój brat”. Chrystus znów bezradnie rozkłada przebite dłonie.

Wielu współczesnych złapałoby szybko nić porozumienia z Boschem i jego kontrastami. Łatwo bowiem pomylić można pobożne moralizowanie z uzurpowaniem sobie prawa do oceny cudzych myśli, słów, uczynków i zaniedbań. Łatwo przerzucić własne kompleksy na mniej lub bardziej określoną hordę, która urasta wtedy do rangi ,,wewnętrznego wroga zewnętrznego”, wdrapującego się po szczeblach wozu drabiniastego celem kradzieży mozolnie gromadzonych dóbr. Łatwo wreszcie uwierzyć w swoją lepszość, za argument mając jedyni fakt, że chwilowo jest się właśnie na tym wozie, nie pod nim. Warto jednak pamiętać, że wóz ten na obrazie Boscha ciągnięty był do piekła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 − nineteen =