Globalizacja to w dużym skrócie integrowanie się państw – to wie każdy. Przez nią zrodzili się kosmopolici. Nie wszyscy jednak chwalą ten proces i tzw. obywateli świata. Są nawet przeciwnicy tego wszystkiego, wśród których można znaleźć np. nacjonalistów. Warto więc uświadomić sobie dlaczego w ogóle dochodzi do scalania i mieszania się narodów.

W szkole ludzie nabywają wiedzę o wielkich bohaterach bitew rodzimego kraju i czytają narodowe lektury. Ta nauka, podsycana emocjami, doprowadza do ukształtowania postawy patriotycznej. Dzieje się tak w bardzo wielu państwach. W Polce, która po wielu walkach i perturbacjach swoją wolność ostatecznie odzyskała dopiero 27 lat temu, wciąż umiłowanie swojego narodu jest bardzo żywe.

Lecz nie wszędzie tak się dzieje. Gdy np. porównamy społeczeństwa żyjące obecnie na zachodzie Europy oraz w Rosji widzimy, że ci pierwsi bardziej nastawieni są na wygodę, konsumpcję oraz szeroką i ogólną koegzystencję. Drudzy – na bitwę i zamykanie się tylko w granicach swojego kraju, co ma być miernikiem honoru. Obecnie Niemcy czy Hiszpanie bardziej stawiają bowiem na współpracę – niezależnie od narodowości – bo najzwyczajniej są z tego większe korzyści niż z walki – zbrojnej lub jakiejkolwiek innej.

Scalanie się w coraz większe organizmy to bowiem naturalne zjawisko. Tak jak obecnie na mapie Europy mamy duże i znaczące państwa, które powstały z połączenia kilku czy nawet kilkunastu mniejszych osobnych obszarów (Włochy, Polska), tak kolejnym następstwem jest łączenie się pod jedną flagą unijną. Ale oczywiście nie dajmy się zwariować, tutaj proces wygląda inaczej – jest trudniejszy, dłuższy i najprawdopodobniej nigdy nie skończy się na jednym państwie starego kontynentu tzw. „Stanach Zjednoczonych Europy”, choćby z uwagi na język. Przeszkodą nie powinna być historia, naszpikowana wzajemnymi napaściami, bo ona stosunkowo szybko odchodzi w niepamięć. Dodać trzeba jeszcze tylko, że w dłuższej perspektywie nie widać, aby trend spajania mógł się odwrócić. Istnieje jedynie prawdopodobieństwo jego spowolnienia lub tymczasowego zatrzymania.

Człowiek, im bardziej dojrzały, tym mocniej stawia na współpracę, a nie rywalizację. Europa jako „stary kontynent” chce już raczej tylko kooperować, a nie toczyć ze sobą ciągłe bitwy, bo to po prostu przynosi większe korzyści – spokój i stabilizację – tak bardzo potrzebne elementy do pracy, nauki, a więc wzrastania. A czy stanowi różnicę współdziałanie z kimś oddalonym o 2000 kilometrów zamiast z osobą z sąsiedniego miasta? W dobie internetu, łatwej nauki języków i tanich lotów – nie. Ważne jest jedynie wzajemne zaufanie.

Ale pamiętajmy też o pewnych skutkach negatywnych. Z globalizacją związany jest nie do końca pozytywny efekt kalifornizacji, a więc unifikacji kultury na całym świecie. Warto zachować pewne obszary życia lub miejsca, gdzie cały czas będą rządziły zwyczaje konkretnego specyficznego rejonu – chociażby po to, aby dorobek różnych, ciekawych regionów nie zniknął. A wszystko musi odbywać się dobrowolnie.

A jeśli już globalizacja zajdzie bardzo głęboko, to całość może jednak okazać się nie taka prosta. Załóżmy, że za 500 lat wszystkie kraje, bez wyjątku, nie będą już miały wojska oraz broni, a granice znikną jak w piosence Johna Lennona. Czy będzie to zmierzch wszelkiego zła? Może to także oznaczać początek końca.

Dlaczego? Pojedynczy człowiek zaczyna gnuśnieć, kiedy ma pełen dostatek i nie występuje żadne zagrożenie – nie posiada on wtedy motywacji do nauki, pracy czy jakiegokolwiek rozwoju – robi się więc leniwy i głupi. To m.in. dlatego, że ludzi motywują czynniki głównie negatywne. Czuje się mocną konieczność wykonania danej czynności po to, aby czegoś nie stracić, a nie po to, żeby coś zyskać.

I tak np. ludzie pracują głównie dlatego, by nie stracić możliwości wymarzonego w dzieciństwie wyjazdu do Tajlandii, mniej dlatego, bo chcą ją zyskać. To często poprzez bodźce negatywne idzie się do przodu. Wiele wynalazków powstało w trakcie wojny – na potrzeby bitew. Tak więc jeśli przestanie istnieć jakiekolwiek zagrożenie, może okazać się, że wtedy zaczną się kolejne problemy.

Straszna przepowiednia? To jeden z możliwych scenariuszy. Na razie jednak wciąż istnieje wiele krajów izolujących się oraz takich, które nie są obdarowywane powszechnym zaufaniem, pomimo wysyłanych wszem i wobec uśmiechów cheap levitra.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 + twenty =